Cześć! Dzisiaj będzie trochę o tym, czym zastąpiłem codzienne palenie marihuany. Część z tych nawyków jest dość oczywista, ponieważ pomaga regulować nasz radioodbiornik czyli mózg i szalejące w nim neuroprzekaźniki i hormony. W tym wpisie znajdą się jednak także nawyki, które na pierwszy rzut oka nie są oczywiste, a w praktyce bardzo pomagają mi w utrzymaniu mojego uzależnienia w stanie spoczynku.

Zanim przejdę do pierwszego punktu chciałbym jeszcze polecić Ci mój ostatni artykuł, w którym umieściłem darmowy test online na sprawdzenie poziomu uzależnienia od marihuany. Sporo się nad nim napracowałem, a nie znalazłem w polskiej części internetu żadnej alternatywy poza jakimiś dokumentami pdf, także jestem z siebie całkiem zadowolony 🙂

Dobra, ale mieliśmy o nawykach i będzie o nawykach – jedziemy!

Mój absolutny numer 1! Sport, BJJ, siłownia!

Sport zawsze pełnił u mnie bardzo ważną rolę. Chodziłem do gimnazjum o profilu sportowym (piłka nożna), później przez chwilę również do liceum, które było podobnie ukierunkowane. W międzyczasie próbowałem jazdy na nartach, snowboardzie, desce, koszykówki, siatkówki, ping-ponga, padla, jazdy na rowerze, łyżwach, rolkach, no po prostu wszystkiego, co dało się spróbować.

Mam 30 lat, więc jestem z pokolenia, w którym było to absolutnie normalne. Wiem, że teraz nie jest to aż tak oczywiste, ale ja i moi kumple po prostu żyliśmy na podwórku i żyliśmy tym, co podwórko mogło nam zaoferować. Nawet będąc w moim peaku palenia, gdy ważyłem prawie 100kg i tak starałem się chodzić na siłownię czy biegać (oczywiście gastro i tak niszczyło większość efektów).

Koniec końców najdłużej została ze mną siłownia, która była dostępna w każdym mieście do którego się przeprowadzałem. Oczywiście były też orliki i możliwość gry w piłkę, ale straciłem do niej miłość, a społeczność napalonych amatorów tego sportu odpychała mnie coraz mocniej.

Siłownia ma jednak to do siebie, że nie pomaga w socjalizacji, a z biegiem czasu odkrywam, jak ważne w każdym życiowym procesie są zdrowe relacje. Podczas podnoszenia coraz większych krążków moje rozmowy z współćwiczącymi ograniczały się do krótkich pytań o pozostałą ilość serii czy dziękowaniu za uwagi dotyczące mojej techniki. Przyznasz, że nie jest to raczej wstęp do zażyłych kontaktów interpersonalnych.

Sport kojarzy się nam głownie z rozwojem fizycznym, ale wbrew pozorom to nasz mózg otrzymuje największego kopa dzięki regularnym treningom naszego ciała!

Przełom nastąpił, gdy w mieszkając w Gdańsku odkryłem brazylijskie jujitsu. Nagle okazało się, że otaczam się ludźmi o wspólnej zajawce, którzy chętnie rozmawiają, dzielą się przemyśleniami, spotykają się między treningami i poza salą. To był strzał w dziesiątkę! Społeczność to jedno, ale sam sport również okazał się moją nową pasją – czułem, że to coś dla mnie.

Dlatego mam do Ciebie jedną prośbę – jeśli jeszcze nie znalazłeś rodzaju treningu, dla której warto wstać z łóżka- szukaj, a zwiększysz swoją szansę na wyjście z nałogu. Dlaczego to takie ważne? Z kilku powodów.

Po pierwsze sport wprowadza do naszego życia regularność. Trenując musimy (co oczywiste) pojawiać się regularnie na treningu, co sprawia, że musimy również zacząć dbać o naszą dietę, odpoczynek i sen. Szczególnie z tym ostatnim będziesz mieć problemy przez pierwsze kilka tygodni odstawienia.

Sport zajmuje Ci czas, a to będzie cholernie istotne – jeżeli w naszym uzależnieniu dochodzi do nawrotów to najczęściej dzieje się to w domu lub na imprezie – jeszcze nie widziałem, żeby podczas treningu ktoś nagle wyciągnął jointa lub bongo 🙂

Moim zdaniem najważniejsza kwestia – sport uczy dyscypliny. Wbrew pozorom te początkowe, fizyczne objawy odstawienia nie są najgorsze. Oczywiście – nocne poty, mdłości, zaburzenia wypróżniania, snu czy jedzenia są męczące, ale właściwie z dnia na dzień widzisz poprawę. Wiele osób, z którymi rozmawiam mówiło mi, że najgorszy jest 3-6-9 miesiąc. Dlaczego? Ponieważ musisz dalej motywować się do tego, żeby nie zapalić, a poprawa twojego stanu przestaje być zauważalna. Właśnie wtedy odpalasz swoją tajną broń – dyscyplinę, która pomaga Ci iść naprzód mimo zmęczeniu, braku chęci i najważniejsze – braku mety na horyzoncie.

Ale uważaj! Wielokrotnie już wpadłem w pułapkę uzależnienia od sportu. Zamieniając nagle wylegiwanie się przed kanapą z czipsami i Netflixem na podnoszenie ciężarów, bieganie czy cokolwiek innego łatwo o kontuzję. Twoje ciało potrzebuje czasu, żeby przystosować się do Twojego nowego trybu życia, ale mózg nadal potrzebuje mocnych wrażeń. Poczytaj trochę o filozofii Kaizen 😉

Książka o filozofii Kaizen – fajna rzecz, warto się zapoznać z metodą małych kroków.

Dobra, ale dlaczego właściwie sport jest tak pomocny podczas trzeźwienia od strony psychicznej? Uzależnienie od marihuany prowadzi do dysregulacji eCB – obniżenia poziomu endogennych kannabinoidów (jak anandamida – AEA i 2-arachidonyloglicerol – 2-AG), downregulacji receptorów CB1 oraz zaburzeń w układzie nagrody (dopamina). Wysiłek fizyczny, zwłaszcza aeroby (bieganie) oraz trening oporowy (siłownia), wpływa na regulację neuroprzekaźników, głównie poprzez aktywację układu endokannabinoidowego (eCB), który jest najbardziej dotknięty efektami uzależnienia od kannabinoidów.


Sport = równowaga, której nam brakuje.

Spacery (z psem)

W 2019 roku adoptowałem psa ze schroniska we Wrocławiu i od 6 lat bujamy się po całej Polsce zwiedzając okoliczne uliczki, skwery czy parki. Mój adopciak jest bardzo przyjaznym gadżetem, który wprowadza do mojego życia pewien stały schemat, ponieważ wymusza na mnie:

  1. Wstawanie o określonej porze – nic tak nie motywuje do wstania o 7:30, jak widmo żółtej plamy na dywanie 🙂 Ale spokojnie – zanim to się wydarzy otrzymam kilka sygnałów ostrzegawczych oraz ponaglające trącenia noskiem.
  2. Regularne wyjścia z domu – jestem zmuszony wyjść z domu 2-3 razy dziennie, nawet jeżeli bardzo tego nie chcę.
  3. Przejście 8-10 tysięcy kroków – jeżeli już jestem na zewnątrz 3 razy w trakcie dnia to przejście 8-10 tysięcy kroków nie stanowi problemu. Najtrudniej się zmotywować do zejścia po schodach (o tym mówi też filozofia Kaizen, o której wspominałem wyżej!), a to mam już załatwione.

Posiadając psa jesteś wręcz zmuszony do porannego naświetlania oraz przyjęcia dawki witaminy D3, a w inne dni – sowitej porcji deszczu lub śniegu.

Absolutnie nie zachęcam do tego, abyś teraz biegł do najbliższego schroniska wybrać swój gadżet spacerowy! Posiadanie psa to cholernie ciężkie zadanie i ogromna odpowiedzialność. Wpływa na wiele aspektów Twojego życia i warto to przemyśleć przynajmniej 2 razy.

Na tym etapie wystarczy, że wyznaczysz sobie realny cel i godziny wyjść (np. 2 spacery po 10 minut dziennie) i zainstalujesz w telefonie aplikację do mierzenia kroków czy kalorii. Polecam także wybrać się gdzieś, gdzie jest zielono – łąka, las, ogródki działkowe. Zmniejszenie ilości bodźców, które docierają do naszego mózgu pomoże Ci wyregulować poziom dopaminy.

Ważne jest to, aby w twoim życiu pojawiła się prosta, zdrowa rutyna. Żadnych fajerwerków.

Czytanie książek i oglądanie filmów

Czillowanie na kanapie z trzema paczkami czipsów, paczką ciastek, pizzą, dwoma coca-colami, jogurtem i garścią winogron to był mój ulubiony sposób spędzania czasu po zapaleniu jointa. Co istotne – nie byłem w stanie oglądać niczego, co miało jakąś fabułę i potrzebę łączenia wątków. Nie potrafiłem także skupić się na oglądaniu seriali, więc dopiero trzeźwiejąc powtarzałem ponownie takie hity, jak „Gra o Tron” czy „Wikingowie„. Wiem, że niektórzy uwielbiają się wkręcać w takie tematy po jaraniu, ale ja do nich nie należałem.

Proces odstawienia marihuany sprzyja zagłębianiu się w świat lektur, filmów czy seriali. Często będziesz miał dni, w które ciężko Ci będzie zmotywować się do jakiejś sensownej pracy i poza spacerami (tego staraj się nie odpuszczać!) będziesz gnił na kanapie czy w łóżku. Mi w takich chwilach przychodzą z pomocą właśnie książki i filmy.

Uzumaki to jeden z tych szalonych seriali, do których nigdy nie sięgnąłbym paląc.

Oczywiście dla niektórych będzie to nudne, ale ja właśnie trzeźwiejąc po raz pierwszy obejrzałem „Rodzinę Soprano„, całą trylogię „Hobbita” czy ponownie sięgnąłem po lektury Stanisława Lema oraz odświeżyłem sobie sagę „Wiedźmina” Sapkowskiego. Dotarłem także po raz pierwszy w rejony Olgi Tokarczuk czy innych noblistów.

Wybrałem się także samotnie do kina, co było całkiem ciekawym przeżyciem. Świat kultury jest dla mnie mega interesujący i żałuję, że np. takich „The Simpsons” obejrzałem do połowy całkowicie zjarany i właściwie nic z nich nie pamiętam…

Praca nad relacjami

Relacje to wciąż trudny dla mnie temat. Doskonale zdaje sobie sprawę, że relacje, które nie są oparte o picie, palenie czy jaranie po prostu wymagają pracy, natomiast będąc w procesie trzeźwienia czasami nie mam po prostu ochoty wychodzić do ludzi. Innym razem czuję się rozdrażniony i moje wkurwienie przekierowuję na znajomych.

Mimo to próbuję tworzyć relacje z ludźmi, którzy wnoszą do mojego życia jakąś wartość – kolegami z maty, rodzeństwem, osobami, które mogą łączyć ze mną jakieś wspólne pasje.

Jeżeli wydaje Ci się, że wystarczy być sobą, a odpowiedni ludzie się znajdą masz rację – wydaje Ci się. W dzisiejszych czasach problem samotności, szczególnie u mężczyzn, pogłębia się coraz bardziej, a nic tak nie sprzyja popadaniu w nałogi, jak samotność.

Dlatego jeżeli czujesz się na siłach – wyjdź do ludzi. Spróbuj kogoś poznać. Odezwij się do znajomych. Porozmawiaj z rodzeństwem, rodziną, kuzynem. Wiem, że na etapie rzucania możesz mieć dookoła siebie samych jaraczy, ale proces trzeźwienia to także trudny proces szukania nowych znajomości i zdecydowanie warto inwestować w niego swój czas.

Pisanie dziennika

To największa zmiana, którą wdrożyłem podczas tej próby rzucenia marihuany. Dziennik, który staram się pisać codziennie – raz jest to jedno zdanie, raz kilka, raz cała strona lub dwie. Piszę o tym, jak się czuję, co zrobiłem, gdzie jestem, cokolwiek przyjdzie mi na myśl staram się przelać na papier.Ręczne pisanie sprawia, że muszę sobie przypomnieć, jak czułem się wczoraj lub opisać to, jak czuję się dzisiaj. Przypomina to nieco prowadzenie dzienniczka uczuć, do którego zachęcają terapeuci.

W prowadzeniu dziennika najtrudniej jest napisać pierwsze zdanie, dlatego ja zaczynam od opisania pogody oraz miejsca, w którym jestem.

Na tym etapie liczy się dla mnie przede wszystkim nauka systematyczności. Poza tym journaling pozwala mi cofnąć się do moich odczuć sprzed kilku tygodni, a nawet miesięcy – jest to nieocenione w chwilach zwątpienia, gdy do głowy przychodzi myśl: „jeden joint mi nie zaszkodzi„.

Sprzątanie w domu

Będę z Wami szczery – nie cierpię sprzątać. Jednak utrzymywanie porządku jest kolejnym narzędziem, które uczy mnie dyscypliny.

Nie będę się tu rozpisywać, bo nie ma o czym. Po prostu staram się mieć czystą chatę 🙂

Bezmyślne scrollowanie telefonu

I na koniec – żeby nie było zbyt wesoło – jeden nawyk, którego wcale nie chcę. Otóż moim źródłem taniej dopaminy stał się telefon komórkowy. Bezmyślne scrollowanie Instagrama czy Facebooka, przeglądanie memów i Reddita, to tutaj obecnie spędzam godziny, które normalnie spożytkowałbym na palenie jointów.

Chcę z tym zawalczyć, ale na razie ważniejsze jest dla mnie to, żeby utrzymać trzeźwość. Na pewno opiszę ten temat nieco szerzej, bo doomscrolling zdecydowanie nie jest nawykiem, który warto rozwijać.

A Ty? Jakie nawyki wdrażasz na swojej drodze do normalności?

Dodaj komentarz